[KB#23] Zanim zagraliście pierwszą sesję

Dorastając w średniej wielkości mieście, które na dobrą miarę było w dość nieciekawej odległości (czytaj nieosiągalnej dla młodego ja) od większych kolebek cywilizacji, moje perspektywy gro-fabularne nie były zbyt różowe. Ale o tym jeszcze nie wiedziałem, bo w tamtych zamierzchłych  czasach nie miałem nawet pojęcia o tym, że takie gry nawet istnieją.

Jedną z pierwszych zakupionych przeze mnie okołofantastycznych produktów była legendarna planszowa Magia i Miecz (polska wersja brytyjskiego Talismana, o czym chyba nikt w tamtych czasach nie wiedział, lub nie chciał wiedzieć). Trafiłem na nią przypadkiem w Składnicy Harcerskiej (dzisiaj już tej sieci sklepów chyba nie ma) podczas poszukiwania kolejnych elementów do mojej makiety z mini kolejkami a do zakupu skłoniłą mnie ilustracja na pudełku. I od tego się zaczęło. Było to jakoś na początku podstawówki (przynajmniej była to prostsza gra od sławetnej Wojny o Pierścień [promowanej w 5-10-15!!!], czy też Bitwy na polach Pelenoru, w które to próbowaliśmy grać za szczeniaka, z niezbyt ciekawymi rezultatami).

Troszkę później w tej samej składnicy zaczęły ukazywać się gry Encore – „Odkrywcy Nowych Światów”, „Gwiezdny Kupiec”, „Labirynt Śmierci”, następnie trafiłem na jedną z pierwszych gier paragrafowych wydanych drukiem – Dreszcz zakupiony, pamiętam w moim osiedlowym kiosku Ruchu – również z powodu odjechanej okładki.

Śmiech się przyznać, ale jedną z pierwszych nabytych przeze mnie (a raczej moją rodzicielkę) książek stricte fantasy była trylogia władcy pierścieni. Znalazłem ją również przypadkiem na kramie (a raczej w dobrze znanym starszym czytelnikom stoisku zwanym „szczękami”) z książkami zlokalizowanym pośrodku bazaru. Po dziś dzień znajduje się w tym miejscu w Koszalinie targowisko ale brak na nim już kramów z książkami. Cała ta historia miejsce miała w czasach ogólnego super boomu na tak zwaną „prywaciarę”,gdzie każdy, kto tylko mógł był biznesmenem z własnym kramem. Nawet w dzisiejszych czasach – kiedy wracam do mojego rodzinnego miasta można na tym bazarze zakupić marchewkę, miód czy też pieczarki od tak zwanego rolnika, książek już tam się nie uświadczy. Cóż, czasy się zmieniły.

Wracając jednak do dzieł Tolkiena – Władca Pierścieni, było to wydanie Czytelnika / CiA Books w miękkiej okładce z niezwykle lichym klejem, które to po pierwszym otworzeniu traciło wszystkie strony z dodatku na końcu książki :D. Warto dodać (za punktów kilka lansu, że jak najbardziej pozycja ta była w tłumaczeniu Skibniewskiej). Nabyłem ją ponownie z powodu odjechanych ilustracji na okładkach! Nie przeczytałem tej trylogii, aż do czasu szkoły średniej. Mam oczywiście wymówkę – w tamtych czasach miałem maksymalne jazdy na Lovecrafta i Poego, rok później odkryłem Conana (pamiętacie te wydania trzydziestu kilku tomów w twardych oprawach z Rebisu? Gdzie jedynie dwa lub trzy pierwsze były autorstwa Howarda?) i doskonały dwutomowy zbiór Sword & Soecery pod tytułem – Barbarzyńcy. Tak zaczęła się moja przygoda z literaturą fantasy. Mocno macho, że tak powiem – wiecie samotny barbarzyńca przeciwko całemu światowi. Patrząc z perspektywy lat, przyznaję że 99% opowiadań zawartych w tym Rebisowskim cyklu o Conanie to tandeta i kopie innych, o wiele lepiej napisanych historii autorów których dane mi było przeczytać kilka lat później. Ale chociaż dzięki niej poznałem Roberta Jordana, który był autorem jednego albo i dwóch tomów, ale to opowieść na inną okazję. Później przyszła pora na Diunę Herberta w wydaniu jak się nie mylę Phantom Press i sprawy potoczyły się z górki.

W szkole podstawowej około klasy 6 czy też 7, mój dobry kumpel z osiedla – Wojtek przedstawił mnie kolejnemu gościowi, Rafałowi uczęszczającemu do naszej szkoły podstawowej, który miał podobne do nas zainteresowania muzyczne (metal!). Rafał miał również komputer Amiga, na którym graliśmy godzinami wspólnie w takie cuda jak Black Crypt, Eye of the Beholder, Dungeon Master czy też goldboxowe serie z SSI.

W tamtym okresie  zaczynał ukazywać się magazyn Magia i Miecz. Dzięki Magii i Mieczowi Rafał poznał w autobusie Maćka, który następnie przedstawił nas swojemu kręgowi znajomych i tak to się mniej więcej zaczęło moje granie na Krynnie. Kampania była prowadzona przez  jak mnie pamięć nie myli przyszłego szefa sekcji gier fabularnych w GKF’ie – Piotra.

Pierwszą sesję w Kryształy czasu zagrałem u Rafała, po tym jak przeprowadził się na drugą stronę miasta i aby dotrzeć do jego domu trzeba było po opuszczeniu autobusu na końcowej pętli przez około dwa kilometry na piechotę iść przez błotniste i nieoświetlone drogi. Ale warto było. Pamiętam, że była to przygoda ze statkiem opublikowana w jednym z pierwszych numerów Labiryntu. Śmieszna sprawa w Warhammera, który jest chyba jedną z najbardziej popularnych systemów w Polsce, od którego zaczynała siła ludzi graliśmy najmniej. KCty (wersja drukowana na igłówce z Amigowego zinu Necronomicon), Zew Cthulhu, AD&D oraz Gurps to był nasz chleb powszedni.

Po roku Piotr na stałe przeniósł się do Gdańska, nasza Krynnowska załoga powolutku się rozsypała, a my zaczęliśmy grać bardziej regularnie w naszym „młodszym” gronie. Udało mi się nawet założyć wraz z Maćkiem w klubie osiedlowym sekcję aka klub fantastyki, w którym to naprawdę miło spędzało się czas. Dzięki temu klubowi poznałem nie tylko masę nowych ludzi grających w naszym mieście, których normalnie nie dane by było mi dane poznać, ale również dzięki temu klubowi udało nam się wiele osób wprowadzić do naszego hobby. Zorganizowaliśmy nawet mini konwent :D

W sumie na za jedną z najlepszych rzeczy, które mi się przytrafiła dzięki grom fabularnym uważam przyjaźnie, które przetrwały następnie lata. Zarówno w internecie jak i poza nim. Plus dzięki nim nauczyłem się w miarę dobrze czytać po angielsku ;)

Na koniec chcę podziękować członkom naszej koszalińskiej, oldskullowej załogi: Piotrowi, Hrabiemu (RIP), Hliqowi, RAJowi, Covalowi, Gajosowi, Potasowi, Adahowi, Smolinowi, Dhaerowowi, Aniołowi, Grześkowi i Arturowi za ponad dziesięć lat wspaniałych wspomnień, które są ze mną do dziś.

I pora podziękować jeszcze Sejiemu, bo bez niego i jego tematu na Karnawał nie przypomniałbym sobie o Smolinie i sesji w Warha, którą prowadził z płonącymi przy ognisku zombie-krasnoludami.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “[KB#23] Zanim zagraliście pierwszą sesję

  1. Pingback: Karnawał blogowy RPG #23 – podsumowanie » Błękitny Świt
  2. Pingback: Błękitny Świt » Karnawał blogowy RPG #23: Zanim zagraliście pierwszą sesję

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s