Z miasta huraganem szarpanego [02/11/2012]

A mówili, że globalne ocieplenie to mit…

Dzisiaj mija piąty dzień mojego przymusowego, aresztu domowego. Jak zapewne wszyscy już słyszeli Nowy Jork nawiedził huragan Sandy zwanym. Telewizja pokazuje jedynie obszary albo zalane, albo wypalone, albo zniszczone albo dowolną kombinację powyższych.

Ja miałem na tyle wiele szczęścia, że prawie huraganu nie zauważyłem, kiedy szalał nad miastem. Wraz ze znajoimymi urządziliśmy sobie maraton filmowy, a moje mieszkani nie było wystawione na wiatr, okna wychodzą na ogródki, nie na ulicę, nie ma drzew, które mogłyby się połamać ani transformatorów które skore by były do eksplozji. I co najweażniejsze moja lokacja znajduje sie przynajmniej 40 metrów nad poziomem oceanu.

Wrażenia podobne do zeszłorocznego huraganu, który nas nawiedział. Jedyną różnicą było to, że metro zostało prewencyjnie wyłączone o siódmej wieczorem w Niedzielę, co kapkę pokrzyżowało nam plany, gdyż w zeszły weekend mieliśmy nasz coroczny konwent Burning Con / Apocalypse Con na Manhattanie i jakaś połowa uczestników zdecydowała się opuścić imprezę wcześniej aby uniknąć burzy (okazało się później że słyusznie, bo wszystkie loty zostały odwołana na trzy dni, a lotniska, i kolej również nie dizałała) i tak wyszło że kilkoro ludzi spało u nasz na tapczanie dla gości.

W Poniedziałek po seansie filmowym, przeszliśmy się nad wodę. Było po drugiej w nocy, deszcz prawie całkowicie przestał padać, a jedynie wiatr zrywał się od czasu do czasu. Wyglądało to jak z filmu postapokaliptycznego, żadnych przechodniów, jedyne pojazdy na ulicach to karetji jadące na sygnale. Widziałęm ludzi z obrażeniami przenoszonych z ambujanszu do szpitala. Szliśmy środniek ulicy tak aby omijać powalone gałęzie i aby zminimalizować prawdopodobieństwo porażenia elektrycznego przez jakiś urwany kabel. Po dotarciu nad wodę pierwswzą rzeczą, którą zauważyliśmy był całkowity brak świateł na Roosvelt Island i nad wodą niósł się głos syren alarmowych karetek pogotowia i policji (okazało się, że na Roosvelt podobnie jak i na dolnym manhattanie dostała całkowicie odcięta elektryczność – prewencyjnie, i okazało się do bardzo dobrym posinięcieb – chyba wszyscy widzieli już nagranie eksplodującego transformatora, który przypomina prawie ekjsplozję supernowy). Służby szybkiego reagowania ewakowały jak sie okazało szpital.

W drodze powrotej do domu wracaliśmy inna drogą i dało się zauważyć poważniejsze zniszczenia. Dużo wody stojącej na ulicach i połamanaych drzew (mój znajomu, który mieszka przy wodzie, stracił prą i ogrzewanie i prawdopodobnie nie będzie go mieć przez miesiąć). Widzieliśmy również połąmane słupy elektryczne, które prawie natychmiastowo zostały otoczone przez policję i dostęp do kilku ulic został odcięty – ze względu na niebezpieczeństwo jakie niesie ze sobą połączenie linii elektrycznej na zalanej wodą ulicy).

We wtorek dostałem wiadomośc z pracy, że odbędzie sie konferencja telefoniczna i dowiemy się mniej więcej na czym stoimy. Okazało się, że prąd bedzie odcięty do soboty, może nawet dłużej, nasze servery zostały więc bez zasilania, a servery zapasowe zjajdowały się przy nowojorskiej giełdzie, więc one również zawiodły. Okazało się również, że ludzie mieszkający za rzeką w New Jersey byli w o wiele bardziej opłakanej sytoacji niż ja. MAsa z nich nie miała zasilania i iinternetu, na szczęści nikt z moich współpracowników nie stracił domu ani nie musiał zostać ewakuowany.

Tunele metra zostały zalane, i dopiero w czwartek powoli infrastruktura komunikacyjna powolutku wstawała na nogi (z Queensu dało się dojechać na Manhattan metrem, niestety połączenie z Brooklynem zostąło przerwane). Niestety ja nie mogę pracować zdalnie, więc będę w domu przynajmniej jak wspominałęm wcześniej – do POniedziałku.

Nasze osiedle wróciło do życia niezwylke szybko, restauracje otwarte, sklepy otwarte, był problem z chlepem przez jakiś czas, ale mnie to nie ruszało, bo się w restauracjach przez trzy dni żywiliśmy. Prawie żadnych zniszczeń. Jutro planujemy wycieczkę na Manhattan aby połazić i poogladać.

Jak widać, huragan jest w stanie wyrwać człowieka z blogowego letargu. :D

PS. Jedyną ofiarą huraganu w naszym mieszkaniu okazał się telewizor, który wczoraj wieczorem odmówił całkowicie współpracy, może słyszał jak cihutko roważaliśmy zakup nowego kilka tygodni temu.

Reklamy