KB #50 Altruistyczna publicystyka.

Nie zamierzam pisać o tym jakiej publicystyki potrzebujemy, bo każda publicystyka jest dobra, a koncertem życzeń zajęli się inni uczestnicy tej edycji karnawału. Ja chcę pisać o ludziach, którzy publicystykę (jakakolwiek byłaby jej definicja) twożyli, tworzą lub tez będą tworzyć.

W czasach złotego wieku naszego hobby, czasach Magii i Miecza, Portalu, polskiej edycji Warhammera. W czasach kiedy prawie rok w rok ukazywał się przetłumaczony system zachodni, wychodziły dodatki „wielcy” pisali aktykuły i recenzje – które to my, młodziki z zapartym tchem czytalśimy, chloneliśmy i dzieki nim wyrabialśmy sobie gust. Do dzisiaj pamiętam numery tematyczne – ten o Horrorze, albo jeden z tych późniejszych, małoformatowych, w którym ukazała się recenzja Gemini, jak się nam zdawało nowoczesnego Warhammera..

To było jak sen, który nigdy nie miał prawa się skończyć. Do dziś nie mogę uwierzyć, że MiM przetrwał na rynku ponad dziewięć lat. 103 numery.

Pierwsza generacja poslkich graczy i propagatorów naszego hobby, która założyła magazyny, przekładała i publikowała zachodnie gry, czytała sporadyczne artykułu w Razem czy też w Fantastyce, organizowała pierwsze konwenty, zloty, przekładała gry we własnych klubach i ogólnie wniosła ogromny wkład w popularyzacje gier fabularnych w maszum kraju – usunęła się dziś w cień. Ich publicystyka przeszła do historii i za razem pokazała nam jak powinno się pisać treściwe artykuły (możliwe, że nie były one zbyt treściwe, a na pewno nie doskonałe, bo pamiętajmy, że większośc z autorów była albo w liceach albo na studiach).

Generacja druga, wychowana na MiMach, Portalu czy też Złotym Smoku w „starych dobrych czasach”, której dane było doświadczyć życia w złotym wieku, a może nawet i publikacji na łamach tych mitycznych prawie magazynów – powolutku się wykrusza. Pozostało z nej dzisiaj jedynie garstka osób. Publikują w internecie. Czy grają regularnie nie mam prawdę mówiąc pojęcia, ale cały czas dokładają jakieś klocki do naszego hobby i za to im chwała. Czasem tylko trochę przykro, że cześć z nich zatrzymała się w późnych latach dziewięćdziesiątych i tylko o tym piszą, ale zapewne i takich autorów nam potrzeba. Im szersze horyzonty tego w czym możemy przebierać tym lepiej.

Generacja trzecia, która załapała się na końcówkę MiMa i początki internetowych społeczności kręcących się wokoło gier fabularnych cały czas trzyma się mocno. Według mnie ta grupa ludzi jest najbardziej produktywną częścią naszego małego poletka. Szkoda tylko, ze zapał tej grupy jest najczęściej marnowany na niekończące się argumenty w sieci, ale co mi tam sądzić, prawdopodobnie i to czegoś tam dokłada z publicystycznego punktu widzenia. Może to po prostu taki obrzęd przejścia, po którym następuje zmęczenie materiału i reewaluacja swoich priorytetów. Ja przeszedłem coś takiego około dziesięciu lat temu w gigantycznym flejmie na forum Poltera, który „wygrałem” po kilkudziesięciu stronach postów. Czy zwycięstwo przyniosło satysfakcję? Bardzo krótką, ale to doświadczenie uświadomiło mi, że nie warto na argumenty marnować życia. Gdybym tak się nie zagłebiał w tą pyskówkę zapewne mógłbym spożytkować energię na napisanie przynajmniej jednego ciekawego tekstu.

Generacja czwarta naszych krajowyh graczy oraz graczek, to ludzie, którzy nie dorastali z drukowanym miesięcznikiem, a mająca jedynie za tło i odnośnię naszą polską i zachodnią sieć. Powolutku dojrzewa. U nich najbardziej cenię zapał i chęć eksperymentowania. To oni próbuja nowych rozwiązań i gier niezależnych. To ich widzę rozmawiajacych na Google+ z autorami zza oceanu (i muszę przyznać, że trochę się dumny z tego powodu czuję, ale to głownie zaleta tej platformy społecznościowej, na której prawie każdy z „wielkich designerów gier fabularnych” jest na wyciągnięcie ręki). To oni są spragnieni wiedzy. To doskonale znają język angielski – dzęki czemu moga przebierać w nieskończonej gamie publikacji oraz gier. Ale oni również są marginalizowani przez graczy z generacji wcześniejszych i to boli.

I zapewne już istniejąca piąta generacja najnowszych faów i faneki. Ich wpisy mogą wydawać się naiwne, niezbyt odkrywcze lub po prostu wtórne, ale pamiętajmy – wy tez gdzieś zaczynaliście i warto tym ludziom pomóc, gdyż jedynie w ten sposób nasze hobby będzie miało jakąkolwiek szansę na rozwój. Zastój nie służy nikomu.

W tym miejscu muszę przyznać, że od czasu zamkniecia MiMa niewiele się przez te lata publicystycznie z mojego punktu widzenia zmieniło. Po prostu wychodzi na to, że aby można było publicystykę uprawiać – trzeba mieć jakaś centralną platformę.

Problem pierwszy: Wydaje mi się, że zatraciliśmy się w technologii. Skacząc z przysłowiowego kwiatka na kwiatek. Fora, serwisy, blogi. Dostajemy coraz to łatwiejsze w obsłudze narzedzia, wszsytko za darmo, ale efektów pod postacią poprawy sytuacji w naszym grajdołku jako takich nie widać (a możliwe, że ja ich po prostu nie zauważam).

Problem drugi: Publikowanie przestało być ezoteryczną domeną, kiedyś trzeba było albo znać ludzi i dostać rekomendację, albo po prostu mieć dostęp do sieci i kapkę talentu. Jak widać doskonale dzisaj – prostota publikacji nie pomaga w jakości, perła trafi się od czasu do czasu, ale brak na prawdę takich miejsc w naszej fanowskiej sieci gdzie trafiając można zatracić się na dzień, dwa czytając i nie nudząc się. I tutaj wraca problem scentralizowanej platformy – a mianowicie brak możliwości sięgnięcia do fanów. Coś co portale obiecywały, ale te obietnice nidgy się nie spełniły.

Tak własnie widziałm mój pobyt przez kilka lat w redakcji na Polterze – jako pogoń za nową scentralizowaną platformą, która ma za zadanie zjednać graczy i graczki wszystkich maści. Niestety wyszło tak, jak prawie z każdą inicjatywa fanowską – zapał przemija i ciężko się jest zmobilizować bez niego do pracy.

Problem trzeci: Jakość. W czasach drukowanych magazynów za jakość odpowiadał redaktor, to on selekcjonował i wybierał teksty i wysyłał je do druku. Z blogami, bo to one aktyualnie są najpopularniejszą formą ekspresji naszych rodzimych fanów i fanek gier fabularnych nie jest już tak łatwo. Wystarczy spojrzeć na kilkanaście pierwszych wpisów na agregacie Blogi RPG. Od razu będzie jasne, że ludzie traktują swe blogi różnorako – część wpisów może być o prywacie, część o grach fabularnych, filmach, recenzjach książek itd.

Nikt tego nie kontroluje, nikt nie selekcjonuje. Brakuje mi takiego sieciwego kuratora (lub grupy kuratorów), który by czytał i wybierał oraz promował to co według niego jest najciekawsze (ale całkiem subiektywnie – bo to również się liczy). Do pewnego czasu w taką pełniło Bagno, ale tam kategorie były mocno rozmyte i trzeba było się na prawdę napracować, aby wykopać coś ciekawego. Teraz podobną funkcję sprawuje społeczność Gier Fabularnych na Google+, ale G+ nie jest bardzo przystępne dla tych, którzy nie są z wpisami na bieżąco i nie jest tam łatwo czegokolwiek się doszukać.

Jakie kroki można podjąć aby ujednolicić publicystykę w sieci i rónocześnie uczynić ja bardziej przystępną dla wszystkich?

Najważniejsze jest to, że nie warto starać się naprawiać tego co już istnieje. Za jakiś czas zostanie opracowane jakieś nowe rozwiązanie czy tez techniologia prezentacji naszych wypocin i wszyscy ją zaadaptują czy też na nia wyemigrują. Rzecz, która się nie zmieni to potrzeba słowa pisanego.

Dlatego też, należy przeba pracować nad sobą – chcemy mieć lepszą publicystykę – po prostu zacznijmy pisać. Już piszemy? Piszmy więc więcej.

Aby pisac nie potrzeba wiele. Pomysł i miejsce gdzie będziecie mogli swoje myśli publikować. Z tym nie będzie problemów, bo można wybierać i przebierać do woli. Nie zatracajcie się jednak w gadżetach. Prosty i co najważniejsze – czytelny wygląd strony powinno wam wystarczyć. Na wszystko inne przyjdzie czas później. Najważniejsza rzeczą są materiały- nikt nie będzie was odwiedzał tylko dlatego, że fajnie wasza strona wygląda, no może odwiedzi was raz i juz nigdy później nie wróci.

Nie ważne czy piszecie do przysłowiowej (cybernetycznej) szuflady, czy też wasz prywatny blog. Bez praktyki w pisaniu, wasza umiejętność artykułowania myśli będzie powoluktu zanikć, a pisząc będziecie rozwijać swój styl. Po prostu piszmy, przystepnie i na temat (a nie pod publikę). Nie ważne czy opisujecie raporty z sesji, przemyślenia na temat nowego podręcznika czy też dzielicie się uwagami po grze. Nie ma się na prawdę czego wstydzić, nie ma co dywagować i zastanawiac się czy ludzie będą to lubić. Nie powinny nas interesować ilości odwiedzin (masa z nich to i tak boty), to nie jest miarą popularności. Według mnie taką na prawdę zmierzalną miara popularności jest ilośc komentarzy pod konkretnymi wpisami i to, że wasza publicystyka nakłoniła kogoś do jego pozostawienia . Traktujcie pisanie komentarzy jako praktykę samego pisania i rozwijania siebie jako autora.

Warto zarejestrować się na agregacie Blogi RPG (tutaj podziękowania dla Paladyna i Krzemienia, bez nich cały czas siedzielibyśmy w erze internetowego kamienia łupanego krzycząc w otchłań), bo jest to prawdę mówiąc jedyne miejsce gdzie polscy fani i fanki mogą znaleść okazyjnie jakiś na prawdę interesujący wpis. A z drugiej storny  to pierwszy krok dla nieznanych autorów w kierunku wyrobienia sobie marki, a co za tym idzie garstki fanów. Darmowa promocja.

Pamietacie INKLUZa? Był to nieodżałowany zin internetowy, który jak najbardziej był w stanie utrzymać się na powierzchni przez lata podczas tego przysłowiowego złotego wieku kiedy panawała Magia i Miecz oraz ukazywał się regularnie Portal. Dlaczego? Bo INKLUZ oferował alterantywę dla mainstreamu – mniej znane nazwiska, któtsze formy oraz artykuły, które mozna było najcześciej przeczytać w kilka minut. Jak widać można, nawet kiedy nie ma posuchy na rynku, wykarczować kawałeczek poletka dla siebie.

Jaką alternatywę można dzisiaj zaproponowac do tego co ukazuje się na blogach? Nie mam pojęcia, ale bez czytania ich zawartości nigdy się nie dowiecie. A jak już czytacie to warto też skomentować bo w ten sposób buduje się powolutku, organicznie i wspólnie nasze małe, nowe społeczeństwo. Bez tego po prostu będziecie częścią archipelagu zwącego sie blogosferą, jedną mała wysepeką odwiedzaną raz na jakiś czas przez kilka osób.

Różnica pomiędzy publicystyką dzisiejszą i tą ze złotego wieku jest to, że kiedyś garstka ludzi pisała dla mas, a dzisiaj sytuacja się odwróciła i masy piszą, mając nadzieję, że ich wpis trafi do garstki zainteresowanych. Kiedyś ta garstka dostawała jakieś tam honorarium za wydrukowany tekst, dzisiaj pisze się za darmo.

I tak juz raczej zostanie w najbliższej przyszłości. Środowisko fanów i fanek gier fabularnych zawsze było tworzone porzez nich i dla nich. Nie ma tutaj żadnych wielkich pieniędzy, monetyzować nie ma czego, ponieważ nigdy nie wygenerujecie odpowiedni wielkiego ruchu aby moglibyście się z tego utrzymać. 

Dlatego na koniec warto sobie zdać z tego sprawę – publicystyka w światku gier fabularnych jest działalnością czysto altruistyczą. I jako taka powinna nieść korzyść innym – nie zapominajcie o tym zarówno pisząc jak i czytając.

Do przyczytania.

>————————————————————-<

I tradycyjnie odpowiedzi na Borejkowe pytania.

Czy pisanie o tradycyjnych grach fabularnych ma sens? Czy ktoś tego potrzebuje? Czy kogoś obchodzą almanachy, eseje, felietony, porady? Czy ktoś z nich korzysta?

Czytamy karnawal, wiec zapewne ma to sens.

Czy wszystko już było?

Bylo bardzo wiele, ale nowe i swieze rzeczy nie biora sie z powietrza. PIsza i tworza je ludzi na fundacji znanej z przeszlosci, uzywajac narzedzi danych im przez doswiadeczenie innych. Dlatego zawsze warto patrzec na przeszlosc jako na cos z czego warto sie uczyc a nie skreslac jej jako archaicznego anachronizmu. Dlatego fani oraz fanki gier fabularnych zawsze tworza cos nowgo na boko, albo zasady opcjonalne, albo wlasne gty czy tez swiaty. Do szuflady, lub czasem do publikacji. Bez podstaw i tego co zostalo napisane w przeszlosci, nie mozna byloby nic zbudowac.

A może jest cała masa nieporuszanych tematów ?

To wylacznie zalezy od czytelnika. Im czlowiek bardziej oczytany i zainkubowany wo hobby tyl liczba tematow maleje. Ale jak wspominalem powyzej, warto pisac o tym co bylo (ale oczywiscie bez plagiatow), bo tylko dzieki temu damy rade zbudowac cos nowego i mozliwe bardziej interesujacego.

O czym właściwie chciałbyś czytać?

Mi najciekawiej czyta sie wrazenia, ktore ludzie maja z grania. Czasem mechaniczne, czasem po prosty kilorowo – fabularne.

Czy coś stoi na przeszkodzie w publikowaniu Twoich tekstów?

Brak czasu :D Ale mityczny brak czasu instnieje od zarania dziejow. Po proty czas trzeba sobie odlozyc na piosanie, czy tez granie. Oczywiscie nasze codzienne zycie jest pelne poswiecen. Pamietam jak bylem w podstawowce i jak sobie wypobrazalem ile bede grac w Liceum, bo to przeciez z gorki, a potem w liceum nie bylo czasu, ale jakos sie go znajdowalo i czlowiek marzyl o tym ile wolnego bedzie na stodiach. Sytuacja sie powtorzyla. POtem, jak edukacja sie zakonczyla, praca i ponowny brak czasu. To towarzyszy nam od zawsze. Nie mozna po prosty zgonic tego na brak czasu, bo czas sami sobie robimy.

Masz jakieś ulubione miejsca w sieci lub te których nie znosisz?

Coraz bardziej przeszkadzaja mi serwizy spolecznosciowe. Jest tam ogromny nawal informacjji, i takiej osobie jak ja trudno jest ja ogarnac. Lub raczej zuwazam, ze jak nawet zaglebie sie w to wszysyko i poczytam, to niewiele tz tego wszystkiego przetrwa do dnia jutrzejszego w mej glowie.

Reklamy

Sekluzjum Orfony Trzech Wizji prawie za darmo

Wersja PDF Seclusium of Orphone of the Three Visions jest dostępna przez kilka najbliższych dni za dwa i pół dolara.

Dla tych którzy lubią OSRowe klimaty (podlane sostem LotFP) będzie to nie mała gratka. Podobnie będzie się miałą sprawa z ludzmi, którzy zamierzają stworzyć sekluzja czarodziejów w swych kampaniach lub przygodach. Masa tabel, poraz i tipsów.

Warto.

A tutaj znajdziecie jeszcze więcej rzeczy do lamentations w tej samej cenie.