Hobbit

Widziałem film w kinie i to po części zmobilizowało mnie aby przeczytać ponownie książkę. Okazuje się, że zapomniałem masę rzeczy! Nie będę tutaj kelpać na temat tego jak mi się film podobał i nie podobał (powiem tylko, że najsłabszym elementem jest nowy błękitnooki jednoręki ork z ork-jugend). W moim czytaniu zbliżam się już do połowy i na prawdę muszę przyznać, że odświeżenie sobie tej pozycji sprawia mi ogromną przyjemność. Uwielbiam kiedy Tolkien wspomina mimochodem o czymś co ma się dopiero zdarzyć (aby przykuć naszą uwagę i skopać naszą wyobraźnię tak abyśmy cały czas o tym czymś myśleli), albo wspomina o czymś o czym już czytaliśmy, bo akuratnie znajdujemy się w momencie, gdy ta wiedza okarze się niezwykle przydatna.

Wychodzi na to że mam poważny brain damage po czytaniu zbyt wielu suplementów do MERPa i opracowań dzieł Tolkiena seniora (autorstwa głownie Tolkiena juniora), bo wszystko wydaje mi się kapkę naiwne, ale naiwne w jak najlepszym tego słowa znaczeniu. To naiwność, która pobudza moją ciekawość i nie pozwala mi odłożyć tej książki i popycha mnie do czytania jej do drugiej w nocy.

A mówiąc o Krzysiu Tolkienie, to jakiś czas temu ukazał się bardzo fajny (i po części unikatowy, bo chyba jedyny) wywiad z nim przeprowadzony przez Le Monde. Po przeczytaniu można zrozumieć rozgoryczenie i brak aprobacji do adaptacji na wielki ekran hobbita z Nowej Zelandii.

Reklamy