Words Without Master

Nowy magazyn o grach fabularnych to powód do świętowania!

Words Without Master będzie periodykiem o grach fabularnych i „przygodowej fikcji” umoczonym w sosie Swords and Sorcery którego wydawcą jest Epidiah Ravachol autor między innymi Dread’a (tego z Jengą), Vast & Starlit oraz nieukończonego jeszcze Swords without Master.

Jako, że mamy dwudziesty pierwszy wiek, jest to projekt crowfundowny, ale tym razem to bardziej wygląda na prenumeratę, niż jednorazaową kampanię. Za 2.99 dularóę dostaniemy niebawem pierwszy numer w PDF’ie i każdy następny jaki autor wyda, nie częściej niż raz w miesiącu.

PS. W ostatniej chwili nazwa magazynu zostala zmieniona z Words without Master to Worlds Without Master.

Reklamy

D&D ponownie atakuje na PDFowym froncie

Dzisiaj świtkiem RPGowym wstrząsnęła więść o tym, że Wizards of The Coast postanowili (ponownie) udostępnić kolekcję podręczników z poprzednich edycji w formacie PDF. Storefront nosi wielce mówiącą nazwę DnD Classics, ale wszystkie podręczniki można zakupić również na DriveThru RPG (wychodzi na to, że mój login z Drivethru działa na  DnD Classics).

Nie omieszkałem oczywiście wydać dziesięciu dolarów aby nabyć T1-4 The Temple of Elemental Evil, moją wymówką było to, że planuję niedługo poprowadzić ten moduł na klasycznej Moldvay’owej wersji DnD (która ku mojemu ogromnenu zaskoczeniu i szczęściu jest również na powyższej stronie dostępna).

Przyznam się, że zakupu dokonałem gównie dlatego, że chciałem zobaczyć jak te podręczniki zostały zeskanowane i jak ogólnie się one prezentują. Tutaj troszkę się rozczarowałem. Okładki oczywiście są skanowane w kolorze, ilustracje są w skali szarości, ale tekst już jest czarno-biały i wygląda na moje oko,  że w nie większej rozdzielczości niż 72 DPI. Jest to mocno słabe rozwiązanie, szczególnie przy dzisiejszych objętościach dysków twardych, oczywiści można się tłumaczyć tym, że ludzie będą używać tych modułów na tabletach czy też telefonach. Dla mnie lepiej by było jakby zaproponować dwie wersje – jedną, którą można by sobie wydrukować w domu (w lepszej, archiwalnej rozdzielczości) i drugą do oglądania cyfrowego.

Z tego co po rzuceniu okiem na Temple of Elemental Evil wnioskuję, ktoś musiał te rzeczy składać i skanować ręcznie. Trzeba pochwalić ludzi z DriveThru za to że cały tekst został rozpoznany (i przez co jest łatwy do przeszukania) i oczywiście bookmarki również zostały zintegrowanre. Niestety spis treści nie jest już linkowany do stron, a jak ludziom rozeznanym w tych sprawach wiadomo, zrzautomatyzowanie tego zabiera około dziesięciu minut. Mierżą mnie również mapy na końcu modułu, które nie są zeskanowane (lub obrobione) w taki sposób, aby wyglądały prosto i schludnie.

Podsumowując, te wersje skanów (bierzcie pod uwage to, że widziałem jedynie jeden dodatek) to dośc mocny krok do przodu, jeżeli porównamy je do dokumentów, tóre udostępnione były (za darmo) na stronie Wizardsów gdzieś tak około 2005 roku przy okazji jeśli mnie pamięć nie myli wprowadzenia na rynek edycji 3.5. Dodam również, że dodatki, któe są w pełni kolorowe jak na przykład Uncaged: Faces of Sigil do Planescape‚a, wygłądają na pierwszy rzut oka doskonale (przynajmniej na podgłądzie ze strony).

Jednak aby dokładnie ocenić jakiść starszych skanów, przyjdzie nam poczekać na wprowadzenie na stronę suplementów do Birthrighta, ponieważ jak mpamiętam, one najbardziej ucierpiały w procesie skanowania ostatnim razem (wszystkie folia w podręcznikach to były kolorowymi isustracjami).

Można by jeszcze ponarzekać na to, że nie ma wszystkiego co się kiedykolwiek do DnD ukazało (mocno boli brak czegokolwiek do Spelljammera), a nawet sekcja Forgotten Realms prawdę mówiąc świeci pustkami, ale bardzo dobrze, że pierwszy krok zrobiono i że jest to krok w dobrym kierunku. Jeżeli weźmiemy pod uwage to jaki ruch i oblężenie ta strona dzisiaj przetrwała (nie możńa się było na nią przez większą część dnia nawet dostać) ta inicjatywa ma przed sobą świetlaną przyszłość.

Dodam jeszcze, że jak na razie oferta skierowana jest głównie dla fanów szukających albo nostalgii albo fanów z kregów OSR, co oczywiście nie jest przytykiem, a pochwałą dla ludzi, którzy przed otwarciem strony przeprowadzili badania rynku. Cieszy mnie to, że taka masa starych dodatków, suplementów i  modułów do starego dobrego DnD dostępna jest ponownie, w całkiem niezłej wersji ludziom z całego świata.

O cenach nie będę się wypowiadać, nadmienie jedynie, że za wersje dostępne na DnD Classics zapłacimy średnio o 30% mniej, niż gdybyśmy kupowali te podręczniki w sklepie zaraz po ich wydaniu.

PS. B1 In Search of Unknown jest dostępne za darmo. Szkoda tylko, że to tak słaby moduł, ale skoro za darmo to zawsze można poczytać o parze homoseksualnych podróżników i jaki to ogromy zamek z podziemiami sobie wybudowali. :D